Ranny w akcji

15.04.2011

Dziś Bartoszek nieco ucierpiał. Polała się też krew! a to wszystko na placu bron… zabaw oczywiście. Jak niemal codziennie ostatnio udaliśmy się na plac zabaw tuż po wyjściu z przedszkola. Nie było żadnego z kolegów z którymi się ostatnio bawił synek, tj: Michała, Kuby, Wiktora.

Za to była pewna śliczna i uśmiechnięta niewiasta w odpowiednim wieku. Okazało się, że nazywa się Ania. Najpierw Było wspólne bujanie się na ‘konikach’. Potem przyszedł czas na karuzelę. Bartosz ledwo poznał imię dziewczynki i przystąpił śmiało do szturmu pytaniem: -A przyjdziesz do mnie do domu? Synek ma niewątpliwie większą śmiałość nawet od taty.

Ania miała pewne wątpliwości co do wyprawy do domu dopiero co poznanego acz uroczego chłopca (bo co powie Mama!). Na koniec Bartosz podarował jej uplecioną przez tatę rakietę do tenisa (coś na kształt).

Jednak wracając do obrażeń synka, należy wspomnieć o dwóch incydentach:

1. Nie trzymał się obiema rękami na huśtawce i spadł na piasek. Na szczęście nisko i na mokry piasek. Skończyło się na małym płaczu.

2. Podczas zapraszania Ani do siebie tak się przechylał na karuzeli, że przefiukał na drugą stronę. Teraz było trochę krwi z wargi i nieco strachu. Płacz minął po minucie i zaczęła się zabawa z Anią. Na pocieszenie były potem lody.

Jak by było więcej krwi to na pocieszenie są takie ładne plastry….

Bartosz, zabawa, radość

Skomentuj »

Maluszek – Starszak

Bartosz bardzo Nas ostatnio rozbawił. Był chory kilka dni i siedział w domu. Postanowiłem go nieco rozruszać i pokazałem mu czerwony samochód – Fiat 126p.

Pomyślałem, że to zaciekawi Buziunie, że to auto nazywa się tak, jak młodsze dzieci w przedszkolu, czyli Maluch. Nie spodziewałem się jednak w którym kierunku pobiegną myśli synka i co ciekawego mu się skojarzy z tym. I Bartoszek spełnił wszelkie oczekiwania w mimowolnym rozbawianiu Nas.

Powiedziałem: Bartuś zobacz, to atuo nazywa się MALUCH.

Synek.: Tak… a to duże czarne to chyba ‘Starszak’:)

Skomentuj »

Wyprawa do Lublina

07-10.01.2011

Wybraliśmy się z Bartoszkiem i Mamusią do Lublina aby towarzyszyć wujkowi. Wujek miał bardzo ważną uroczystość w Zakonie – Śluby Wieczyste.

W stronę Lublina nie było specjalnych wygód, bo to był to bus. Co prawda tanio, ale co to za jazda. Cały dzień padał lekki deszcz. Na szczęście było dosyć ciepło, 6 stopni.

Dotarliśmy koło 16. Wujek był jeszcze w trasie, więc poszliśmy się poczęstować pysznym posiłkiem w Zakonie na Poczekajce. Bartuś zjadł duży talerz pomidorowej i trochę naleśnika. Szkoda, że mu specjalnie nie smakował, ja zjadłem chyba 5:)

Potem zrobiliśmy sobie mały spacer do sklepu. Opłaciło się! Znaleźliśmy 2 odcinku ‘Było sobie Życie’ oraz ‘linię Spidermana’ o smaku jabłkowym.

Wujek dotarł do Zakonu a my kilka minut potem. Zjedliśmy kolację i poszliśmy do pokoju/celi wujka. Obejrzeliśmy kilka bajek, Bartuś był dosyć śpiący ale jeszcze pobawił się z zakonnikami. Przez te dni był prawdziwą maskotką klasztoru. Nawet nieco za głośną czasami.

W sobotę wybraliśmy się na miasto. Zwiedziliśmy starówkę oraz zamek. Bartuś nie odnalazł księżniczki, ale i tak było fajnie.

Dotarła do nas Mama.

W niedzielę Bartuś bardzo dzielnie wytrzymał trudy dwugodzinnej mszy Św. już dzień wcześniej znalazł sobie towarzystwo i biegał sobie Z Wojtkiem i jego siostrą Hanią.

Tego dnia też bawił się i opowiadał wiele ciekawych historii braciom w Zakonie.

W poniedziałek wybraliśmy się na pociąg. Na szczęście Wujek Paweł dobiegł do nas z płytą ‘Życie’. Inaczej byłoby smutno Bartuniowi.

Oto kilka zdjeć:

Jeden z prezentów dla Wujka. Stuła z Afryki.

Oraz prezent dla Mamusi. Buzia z owoców i gumowego serduszka…


 

 


Skomentuj »

Bobsleje workowe.

03.01.2011

Uff Minął rok 2010. Wiele się wydarzyło. Sporo też u Bartoszka. Bardzo wyrósł, rozwinął się i odwiedził kilka ciekawych miejsc. M.in. Krynicę Zdrój, Jasło i Zwierzyniec.

Pierwszego dnia Nowego Roku postanowiliśmy coś zrobić z synkiem i wymyśliliśmy, że pójdziemy na sanki. Pogoda była słoneczna chociaż temperatura wskazywała, że może być mokro. Było koło 0 stopni. Dotarliśmy na górkę. Było kilkoro dzieci z rodzicami. Bartunio lubi kiedy są inne dzieci aby się z kimś zapoznać, pogadać oraz popisać jazdą na sankach. No to daliśmy popis.

Pierwszy zjazd był taki, że sanki zboczył z toru a Bartosz walnął w drzewo. Na szczęście nie trawił w środek i tylko rączką a nie głową. Lekko obolały wdrapał się z powrotem na górę aby znów jechać. Bał się jechać sam w dół, więc siadłem z tyłu, aby kierować sankami. Kilka razy wcześniej tak jechaliśmy i saneczki lekko się wygięły. Nie spodziewałem się, że stanie się coś takiego.

Tor był poprzecinamy górkami, które niczym progi na ulicy powodowały skoki. 2 takie progi oraz moja waga plus słabe sanki sprawiły, że stałą się tragedia.

Mikołaj chyba nie dopatrzył jaki prezent wręczał synkowi na początku grudnia. Sanki złożyły się a raczej rozłożyły jak książka. Sfajczyły się nam i na szczęście tylko moja ręka ucierpiała a nie synek. Pan z innymi sankami użyczył nam swoje na pocieszenie i czym prędzej pobiegliśmy na gorę. Uczynny Pan stwierdził, że te są jeszcze przedwojenne i nic się im nie stanie.  Skoro przeżyły wojne to raczej im nie rozwalę – pomyślałem.

Zjazd udał się na tyle dobrze, że byliśmy znów najdalsi. Oto zdjęcie:

Po tym wyczynie zostaliśmy pozbawieni sanek. Nie dlatego, ze je uszkodziłem ale Pan po prostu już szedł do domu z dzieckiem.  Pozostałem sam ze smutnym Bartusiem, który sobie przycupnął z buzią w rękach. Trzeba być coś zrobić aby wyrwać go z tego marazmu.  Z sanek został naleśnik [a propos Mamusia ostatnio zrobiła pyszne:)] a my przecież wyszliśmy po to aby się bawić.

Postanowiłem poszukać kartonu lub czegoś innego na czym można zjechać. Udaliśmy się w kierunku budynku basenu, 100 metrów od górki.  Było zamknięte tego dnia.  Na szczęście ktoś zostawił worek po sprzęcie sportowym koło boiska, blisko basenu. worek był duży, mocny i czysty.  Czyjeś niechlujstwo nas uratowało. Szkoda, że Mama nie da się przekonać aby czasem po sobie nie sprzątać.

Dotarliśmy raz jeszcze na szczyt górki. Wgramoliłem się do środka, potem Bartosz. Worek z zawartością powoli ruszył w dół. Powili dojechaliśmy do krawędzi górki,  po czym bardzo szybko w dół. Wehikuł nabrał prędkości a my z nim. natrafiliśmy na próg. OJ! pollleeeeeciiiał! worek a my z nim. Ale co to były za emocje! Dawno się tak nie bawiłem a Bartoszek. Wystarczyło tylko popatrzeć na niego oraz posłuchać jak się śmieje. To była zabawa.


Chyba nigdy się tak dobrze nie bawiliśmy na śniegu. I cała ta zabawa dlatego, że rozwaliłem sanki.  Potem nie byłem zbyt uważny i poobijałem sobie pupę. Zabawa była przednia.  To obijanie o próg mnie zmęczyło, szczególnie ręce.  Poza tym moje spodnie już nieco namokły i robiło się ciemno.  Wróciliśmy szczęśliwi do domu.

Skomentuj »

Wspomnienie lata

Za oknem -10 stopni. Rano było nawet -18 co mi nie przeszkodziło dziś biegać. Ale to jest blog Bartoszka a nie moja tuba reklamowa.

Tym postem cofamy się aż do maja, kiedy to wybraliśmy się do Tarnowskich Gór we trójkę. Synek miał okazje po raz pierwszy jechać na rowerku, czyli wprawiać w ruch mechanizm. Wcześniej tylko sobie siedział biernie.

W drugiej części filmu jest szalona zabawa Bartunia z Marzenką nagrana podczas naszego krótkiego pobytu w listopadzie. Jak widać i słychać, dużo się działo i były emocje.i

Zdjęcia pochodzą z tego roku.  Miłego oglądania!


Skomentuj »

Sanki!

Tym razem mieliśmy okazję pierwszy raz w Bartoszkowym życiu poszaleć na sankach. Pierwszego dnia czyli w sobotę [4.12.2010] śnieg był jeszcze mokry i nie było to zbyt łatwe.

Co prawda temperatura była dosyć wysoka bop minus 3-4, jednak nie dało się zbyt daleko zjechać na saneczkach. Sanki Bartoszek otrzymał od samego Mikołaja 3 dni wcześniej i była okazja sprawdzić je w akcji.

Wcześniej był na nich wieziony do przedszkola i z powrotem a teraz było to, co tygryski lubią najbardziej. Pierwszego dnia jeździł głownie z tatą,bo jeszcze nie mógł się przełamać. Po tym ja pomagałem mu wchodzić na górkę, ponieważ było dużo śniegu i nie było to takie łatwe, zwłaszcza z saneczkami.

Ale drugiego dnia była prawdziwa zabawa! Nie dość, że temperatura jakieś minus 10 i idealny śnieg, to jeszcze tor zjazdowy wyjeżdżony już znacznie przez dzieci.

Na początku, samym początku Dzieciuń obawiał się nieco zjeżdżać, więc sam zrobiłem demonstracyjny zjazd. Potem kilka razy z ‘niższej bramki’ i było wszystko w porządku. Po małej wywrotce Bartuś opanował do perfekcji technikę, której go uczyłem w sobotę.

Trzymał się rękoma sanek tuż za plecami i odchylał plecy do tyłu. Pozwoliło to na bardzo dalekie odległości. Okazało się, że o kilka metrów pobił wszystkie dzieci tego dnia! Nie przymierzając, jak nasz WIELKI ORZEŁ!

 

Zobaczcie film!

Uwagi: (1) »

Odznaka Bartoszka!

Po  raz pierwszy od bardzo dawna postanowiłem wpisać coś do bloga. Liczę, że w zimowe wieczory będzie okazja aby powrócić do ciekawych wydarzeń z ostatnich 7-8 miesięcy, które pominąłem.

26.11.2010

Dziś graliśmy m.in. w łapanie wiewiórek. Gra komputerowa wzorowana na świetnym firmie Disneya ‘Up’ czyli ‘Odlot’. Polega to na tym aby szybko zauważyć śmigającą wiewiórkę. Nie jest to łatwe. Jakimś trafem Bartoszowi udało się tego dokonać w 0,08 sekundy! jest to nawet mniej niż przewiduje aparatura na zawodach lekkoatletycznych i grozi falstartem.! Niesamowity rekleks albo szczęście!

W każdym razie Bartoniu zasłużył na specjalny certyfikat. Oto on:

Skomentuj »

Niespodzianka – Bartuś tańczy i śpiewa!

Kliknij w obrazek!

Skomentuj »

Urodziny Bartunia nr 4

13.06.2010

Kolejne urodziny naszego synka opłynęły pod znakiem dzikiej gonitwy Bartoszka z dwiema koleżankami a właściwie adoratorkami.  Szczególnie starsza z nich, Ola, uwielbia naszego synka i Bartuś dobrze się z nią porozumiewa.

Ola przybyła na urodziny z Mamą oraz siostrą Wiktorią, która również chodzi z Dzieciuniem do przedszkola.  Na początku goście testowali zabawki Bartunia z czym ów dżentelmen nie był zachwycony. Po prostu ma silnie zakorzeniony instynkt własności.

Okazało się też, że nie można poczekać ze zgaszeniem świeczek do położenia tortu na stole. Bartuś musiał zgasić je jeszcze podczas wnoszenia do pokoju przez Mamusie i Olę.

Najlepsze chwile szalonej zabawy przyszły po rozłożeniu namiotu w pokoju. Dzieci goniły się nawzajem po pokojach pod pretekstem wyrywania sobie piłki. Dobrze,  że trwało to tylko 5 godzin zamiast całego dnia, bo sąsiedzi zapewne wezwaliby wszelkie możliwe służby.

Dzieci oglądały też film na DVD ‘Dawno temu w trawie’, który przyniosła Ciocia Agnieszka, Chrzestna Bartoszka.

Po tej całej imprezie posprzątaliśmy gremialnie i Bartoszek po kąpieli poszedł spać. Potem Mama i Tatuś mieli jeszcze ciekawego gościa – Bjorna.  Natomiast Bartuś spał sobie w najlepsze po udanym, wyjątkowym dniu.

Nasz kochany czterolatek.


Skomentuj »

Rowerek

No  i stało się nieuniknione! To co powinno się już zresztą wydarzyć w tym wieku. Jako kolejny szczebel męskiej inicjacji po nauce chodzenia i mówienia, Bartunio jak każdy szanujący się mały mężczyzna zapragnął już od kilku tygodni poszaleć na trójkołowcu. Co prawda póki co maszyna jest napędzana siłą swoich koni to znaczy nóg, ale dla Bartosza była to nieopisana frajda.

Odwiedziliśmy właśnie Ciocię Elę i wujka Piotrka oraz Marzenkę, Kamila i Agnieszkę w Tarnowskich Górach. Podczas tej krótkiej acz owocnej ekskursji mieliśmy okazje skoro się napocić, szczególnie Bartosz, który dzielnie stawiał swoje pierwsze kroki w cyklingu. Z Wydatną i nieocenioną pomocą Marzenki udało nam się przez jakieś 20 minut jechać z czego Bartosz samodzielnie pokonał kilkaset metrów! Oby tak dalej Bartoszu.



Skomentuj »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.