19.12.2007
Dzisiaj zakupiłem sok truskawkowo-bananowy i wręczyłem dziecku w dużym kubku. Potem pomyślałem, że to może być za ciężkie dla niego. Nalałem więc trochę soku do mniejszej szklanki, i chciałem zabrać mu większą. Niestety.
Za każdym razem, kiedy próbowałem mu ją odebrać, Bartosz reagował narastającym piskiem i szarpaniem krzesełka. Postanowiłem więc pozostawić mu obie szklanki do dyspozycji. Na przemian z nich korzystał. Zostawiłem mu też miseczkę z gotowanymi ziemniakami. Obserwowałem dzieciunio przez chwilę, z rosnącą dumą ojcowską, po czym sam zasiadłem do swego obiadu.
Kiedy skończyłem, okazało się, że dziecko ładnie wypiło sok i pobrudził sobie tylko buzię i jeden rękaw. Postanowiłem w nagrodę dać mu dolewkę. Dolałem mu troszeczkę soku do szklanki a sam zabrałem się za deser. Przerwałem, kiedy zanotowałem coś niepokojącego w jego zachowaniu.
Bartoszek miętosił w rękach coś chlupoczącego. Okazało się, że to ziemniak umaczany w soku. Dzieciuń namoczył wszystkie ziemniaki w soku a całość dokładnie wybełtał. Robił to z prawdziwym zadowoleniem, nawet po tym, jak umyłem mu dokładnie ręce. Zwykle tak układa ręce, kiedy chcę pokazać ‘papa’, chociaż dzisiaj pokazał już klasyczną wersję tego gestu – podniósł rekę i pomachał tak, jak się zwykle macha. Przy okazji powiedział bardzo wyraźnie ‘papapa’
Codzienne nowe, fascynujące odkrycie. To rekompensuje wszelkie trudy posiadania dzieci!

Po co nam te sprzęty, skoro jest Bartosz. Zrobi to po cichu i bez prądu. Ekologicznie i z klasą.
