Tańce na studzience

22.12.2007

Dziś chodizliśmy sobie trochę po bazarku a następnie przenieśliśmy się nad rzeczkę. Było chłodno ale nie zimno i dziecko miało niespożytą energię do zabawy. Początkowo postanowił praktykować pchanie wózka wraz z zawracaniem, sklecaniem i polowaniem na nogi przechodniów. Czuwałem na bezpieczeństwem publicznym, bo Bartosz powoził wózeczek naprawdę szybko i brawurowo.

Trochę czasu zajęło, zanim się nieco zmęczył i poczuł potrzebę aby się na mnie wdrapać. Następnie zaczął się kręcić dookoła i najwyraźniej chciał gwałtownie wyrzucić z siebie nadmiar niespożytej energii. Zobaczył jak ja przenosiłem ciężar ciała na nierównej płycie, zakrywającej studzienkę kanalizacyjną. Ten dźwięk go zachwycił i czym prędzej dopadł do tej płyty, wykonując ruchy, jak gdyby miał na sobie hula hop.

Pomagałem mu nakłonić płytę do wydawania pożądanych dźwięków, ale to mu nie wystarczało. Tym samym zabiegom poddał inne płyty. Trochę to trwało, aż zjawił się dawno nie widziany przyjaciel – Chris. Bartoszek zlustrował go dokładnie, myśląc o czymś intensywnie, po czym zażądał ode mnie aby go wziąć na ręce.

Kiedy rozmawialiśmy sobie, zmienił zdanie i postanowił wrócić do przebierania nóżkami po płycie studzienki. Dreptał energicznie po placyku i chyba namawiał mnie do kontynuowania wędrówki. Odpuściłem mu ładowanie go do wózka i poniosłem go przez chwilę ‘na barana. Następnie stoczyłem z nim drugą rundę batalii o zapięcie go do wózka. Udaliśmy się do domu.

W domu Buziunia pospała sobie smacznie i znów miała siłę do szaleństw. Szczególnie upodobał sobie suwanie go po podłodze, kiedy siedział sobie na kołdrze. Ślicznie porozmawiał z Kaśką Łącz (Puzio – zwana dawniej Wiedźmą) i położył się zmęczony po 21.

Zostaw komentarz