Archiwum dla grudzień 25, 2007

Wigilia

24.12.2007
Tego dnia wstawałem nieco wcześniej, aby zdążyć na autobus o 8:00. Bartosz był już na nogach. Wyjąłem go z łóżeczka i hasał sobie radośnie. Niestety nie zrozumiał, że ja już wychodzę i nie będzie spaceru ani zabawy. Zareagował straszliwym piskiem i szlochem.

Kiedy wróciłem o 18:00, Mama kończyła już gotowanie a Mincia sobie radośnie szalała po pokoju. Prezenty już leżały przygotowane, więc i ja położyłem swój. Opakowaniem była potężna torba z Kubusiem Puchatkiem i Prosiaczkiem. Bartosz podszedł do niej chytrze z zalotnym spojrzeniem i zamiarem tarmoszenia, jednak posadziliśmy go w jego fotelu i zaczęliśmy uroczystości wigilijne.

Kiedy się modliliśmy, dzieciunio patrzyło na nas z zaciekawieniem i co chwila się śmiał. Podzieliliśmy się z nim opłatkiem, który natychmiast wywalił na podłogę. Potem zaczęliśmy jeść. Bartuń jadł bardzo ładnie… do pewnego momentu. Potem wolał się bawić sztućcami i talerzem, oraz rzucaniem jedzenia. Przyszedł czas otwierania prezentów.

Oczywiście najbardziej kuszące okazało się opakowanie. Bartoszek zginał, rzucał i maltretował na wszelkie sposoby. Potem jednak zainteresował się żywo samochodami, które otrzymał. Jeden jest większy – garbus; oraz mniejszy, drewniany – strażacki.

Potem jeszcze przez długi czas miał zabawę z opakowaniem, samochodami oraz słuchawkami. Porozmawiał z Babcią i zaczął się robić marudny. Było już dosyć późno i położyliśmy go do łóżeczka. Zawodzeniem oznajmił swoją dezaprobatę. Utuliłem go wyjątkowo długo, położyłem do spania i pogłaskałem. Efekt? – już się nie odezwał.

Ja otrzymałem wspaniałe prezenty: rękawiczki (bardzo eleganckie i ciepłe) oraz książkę niezwykłego autora, Briana Tracy (zdjęcie poniżej). Przestudiowałem już 2 jego pozycje i jestem przekonany, że jego dzieła są bezcenne.

Ta wigilia była niezwykła. Dziecko zaliczyło swoją drugą ale poprzednio głownie spał. Nowy Rok też będzie dobry:)

Skomentuj »

Niedzielny spacer

23.12.2007
Mama pracowała cały dzień, dlatego Bartoszkiem zajmowałem się ja. Zajrzeliśmy na chwilę odwiedzić Mamę i dać jej jedzonko, po czym poszliśmy na spacer. Nie zabraęłm wózka i dziecko mogło sobie poużywać wolności swobodnego chodzenia. Szalał biegając po Tesco i buszował po półkach. 

Oczywiście nie przepuścił żadnym drzwiom ani schodom. Miało to swoje plusy, ponieważ z powodu braku barierek, był zmuszony do trzymania mnie za rękę. Podobnie było na pochyłej ulicy. Bardzo lubię, kiedy on trzyma mnie za rękę, prawie tak samo jak niegdyś lubiłem gdy Buziunia spała na moim brzuchu. Kilka razy pójdzie ‘za rękę’ z konieczności i wyrobi sobie nawyk, tak potrzebny na ruchliwych ulicach i centrach handlowych. 

Było mgliście po zmroku, co dodatkowo sprawiało, że Bartosz miał powody, aby się mnie kurczowo trzymać. Mimo to, chodził dosyć pewnie i szybko (właściwie pędził), mijając ciemne zaułki. Po spacerku był gotowy aby spokojnie zasnąć i smacznie spać w ciągu nocy. 

Skomentuj »