07.02.2008
Kilka dni nie pisaliśmy a wydarzyło się sporo. Dzieciunio nauczyło się kilku nieprawdopodobnych i przerażających czynności. Ale po kolei.
lustereczko
Zaczęło się od wchodzenia na paczkę pieluch, która leżała tuż pod lustrem. Oczywiście nie mogło to umknąć uwadze, czujnego niczym Hunowie (jeśli chodzi o przedmioty do potencjalnego zniszczenia, zabrudzenia, bądź uszkodzenia) Bartunia. Buzia weszła na opakowanie, pomyślała chwilę i popatrzyła z zafrapowaniem na swoje odbicie. Trwał tak przez chwilę, po czym wystawił język. Przedrzeźniał się chwilę ze sobą, następnie polizał lustro. Spodobało mu się bardzo, bo robił miny, wykrzywiał się do lusterka oraz śmiał przy tym. Robi to niemal codziennie.
sokowirówka
Kupiłem ją niedawno aby dostarczyć nam wszystkim zdrowych, świeżych soczków oraz surówek. Przy okazji mieliśmy gotowy materiał na maseczki. Od początku dziecku nie spodobał sie jej donośny warkot, jednak niewyczerpany pokłady jego ciekawości sprawiły, że próbował ją przy każdej okazji zbadać. Kiedy byliśmy sami i ścierałem ziemniaki na placki, nie dał mi chwili spokojnie operować, tylko domagał się wciąż, abym go brał na ręce. Ścierałem jedną ręką, drugą trzymając kochanego synka. Na szczęście polubił świeży sok marchewkowy, który pił bez ociągania.
wspinaczka na fotelik
Wspomniałem już, że Bartosz upodobał sobie wchodzenie na swoje dziecięce krzesełko. W ciągu kilku sekund i wykonując parę szybkich ruchów, potrafi zasiąść na górze i próbować zapiąć sobie pasy! Parę razy się osunął i lekko poturbował, ale co to dla dzieciunia z takim charakterem. Absolutnie się tym nie zraził. Wciąż próbuje i raz za razem wchodzi do swojego fotelika.
Ostatnio wymyślił inną wariacje wspinaczki. Nie wystarczy się już wspiąć. Trzeba to zrobić szybko i tak, aby Mama i tata drżeli i dostawali palpitacji. Kiedy akurat krzesło jest blisko, Bartuniu na nie wchodzi i bawi się włącznikiem światła. Pół biedy, kiedy jest to dzień, ale wieczorem staje się to ryzykowne. I o to właśnie chodzi – zdaje się mówić jego uśmiechnięta buzia, kiedy się dumnie śmieje, wdrapawszy się znów na fotelik.
Jest jeszcze jeden powód. Zabawa w straszenie taty i okazja do przytulania. A wygląda to tak: Dzieciunio wspina się na krzesełko i na nim staje, ja dobiegam przerażony z okrzykiem, minka ma niezły ubaw i (jeżeli akurat nie bawi się światłem) wystawia rączki, dając sygnał do brania do ręce. Z boku wygląda to bardzo ryzykownie, ale sądzę że Bartuś wie co robi i nie stanie mu się nic złego (np. boi się schodzić ze schodów w jednym miejscu, uznając to pewnie za przekraczające jego możliwości) – co nie znaczy, że go nie asekuruje. Ta osobliwa zabawa sprawia mu dużą frajdę a mnie przyprawia o mimowolne odmawianie modlitw w jego intencji.
zlewozmywak
Kilka razy patrzył jak ja albo Mamusia szorowaliśmy naczynia w zlewie. Jest jeszcze za mały (pewnie jeszcze z pół roku) aby dostrzec co jest w środku, ale potrafi sobie przecież przysunąć krzesełko! Postawiwszy mebel blisko, wdrapuje się na niego, chwyta za talerze i symuluje zmywanie. Szkoda, że ja tego nie widziałem:(
suszarka do prania
Pozostawię to bez komentarza:

