23.02.21
Około południa wybraliśmy się na spacer. W sobotę, jak każdego tygodnia był targ, dlatego uzupełniłem nasze zapasy o świeże warzywa. Przy okazji mogliśmy też podziwiać różne przedmioty wystawione przez ludzi prywatnych. Była tak zbiórka pieniędzy na jakąś organizację charytatywną, połączona ze sprzedażą zabawek. Spodobał mi się jeden pingwin. Dokładnie go obejrzałem z każdej strony, po czym przekonany co do słuszności zakupu, spytałem o cenę.
Co usłyszałem? Nic. No właśnie: nic! Zupełnie nic. Zero – nul. Upewniłem się jeszcze czy to aby nie moja wyobraźnia i serdecznie podziękowałem tym miłym ludziom. To już druga zabawka jaką udało się Bartoszkowi otrzymać za darmo. Ostatnio stał się posiadaczem uroczego misia tylko dlatego, iż upadł na żwir i rzewnie płakał.
Zaszliśmy również do kilku sklepów ‘charity’ (są nowe i używane rzeczy a dochód przeznaczony jest na pomoc np. ludziom w Afryce, badaniom lekarstwa na raka itp.). Na eksponowanym miejscu stała zabawkowa szafka nocna z krzesełkiem. Dzieciunio czym prędzej zajęło na niej miejsce, zaczęło bawić się lusterkiem i otwierać szufladki. Chwycił plastykową maszynkę do włosów i jeździł sobie po głowie. To samo uczynił z ’suszarką do włosów’. Widać było, że czuł się jak rasowa stylistka w swoim salonie. Na szczęście nie płakał, kiedy wychodziliśmy ze sklepu.
A oto śliczne zdjęcie Bartunia w jego szlafroczku:

