Archiwum dla maj, 2008

Ach te kaczuszki…

Nasz synek z dnia na dzień coraz szybciej zmienia się z nieporadnego niemowlaka w mądre, sprytne i samodzielne dziecko. To całkiem normalne, ale dla nas niezwykłe, w końcu to NASZ, JEDYNY I NIEPOWTARZALNY Bartoszek.

Dzisiaj, jak co wtorek, znów byliśmy na lekcjach pływania. Buziunia ciągle jeszcze nie może przekonać się do leżenia na wodzie ale powoli, małymi kroczkami przyzwyczaja się do tego i krzyczy już mniej niż na początku.

Dzisiaj chyba nawet mu się podobało, bo było kilka momentów kiedy dobrowolnie spokojnie położył się na wodzie, zanurzył nawet uszka i obserwował światło odbijające się od wody na suficie. Były też oczywiście skoki do wody, które szkrabik uwielbia i muszę nieskromnie przyznać, ze w tym jest najlepszy z całej grupy:)skacze czasami nawet nie bacząc czy ja trzymam go za rączki.

Tym razem jednak zdarzyło się coś bardziej niezwykłego. Na zajęciach instruktorka jak zwykle dała każdemu dziecku po jednej gumowej kaczuszce. Ot tak, żeby ułatwić ćwiczenia i zachęcić dzieci do zabawy w wodzie. Oczywiście kaczki trzeba na końcu oddać..i tu jest kłopot. Bartunio zazwyczaj tak się przywiązywał do ‘’swoich”zabawek, że na końcu był zawsze problem jak tu ukradkiem odebrać mu ją, żeby nie krzyczał. Tym razem też byłam przygotowana na podobne podchody, tym bardziej, że Buziunia zarekwirował dodatkową bezpańska kaczuszkę

Zbliżał się moment zakończenia zajęć i obmyślałam już plan pozbawienia go gumowych maskotek. Wyjaśniłam Szkrabikowi na wszelkie możliwe sposoby, ze to już koniec zabawy, idziemy do domu i trzeba oddać zabawki. Z jedną zaczęłam wcześniej więc jakoś poszło, została odebrana i…tylko parę sekund krzyku. Już się szykowałam na główną walkę i wielki jazgot aż tu Bartoszek ku mojemu wielkiemu zdziwieniu sam wyszedł z basenu, podbiegł do półki pani instruktor i…DOBROWOLNIE odłożył swoją zabawkę i wrócił do mnie do basenu. Tego jeszcze nie było. Pozostaje trzymać kciuki, że nie był to jednorazowy wybryk.

Skomentuj »

Podstępny Tatunio

Jak się okazuje Bartunio powoli poznaje nas na wylot i w mig rozgryza nasze podstępne metody ”zniewolenia”go. Parę dni temu wybraliśmy się na spacerek, zostawiając Tatunia w domu. Tato -tym razem w całkiem uczciwych zamiarach- kręcił się koło nas kiedy zakładaliśmy buty w przedpokoju: a to szedł do łazienki, a to chciał uściskać Buziunię.

Bartoszek jednak podejrzewał najgorsze, a mianowicie, że Tatunio chce go zatrzymać w domu. Im częściej Tatunio pojawiał się koło nas, tym bardziej szkrabik utwierdzał się w swoich podejrzeniach. W końcu rozzłościł się nie na żarty i zaczął z wrzaskiem wypychać Tatę za drzwi, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że NIE zostanie w domu i NIE pozwoli się zatrzymać. Doszło nawet do tego, że Tatunio nie mógł nawet spokojnie wejść do łazienki i umyć zębów.

Skomentuj »

Łabędź

Nie tak dawno temu Tatunio pisał o tym, jak Szkrabik karmi nas swoim jedzonkiem, trzeba jednak dodać, że Bartunio ostatnio nie tylko nie zaprzepaścił swoich altruistycznych zapędów, ale i rozwija je z czasem nawet na…ptactwo.

Zazwyczaj, kiedy wybieraliśmy się z synkiem nad rzekę ”karmić kaczki” wyglądało to tak, że ja karmiłam kaczki chlebkiem, a Buziunia nagle dostawała wilczego apetytu i wcinała chlebek szybciej od kaczek. Właściwie to były jedne z niewielu momentów kiedy Bartoszek zhańbił się jedzeniem samego chlebka. Kaczki były całkiem fajne, i chętnie by je wytarmosił, poskubał, pogonił, może nawet pogłaskał ale co do dzielenia sie chlebkiem to nie i już.

Wykorzystując słoneczną pogodę znów wybrałam się z Buziunią nad rzekę zaopatrzona w resztki suchego chleba. Kaczek-jak zwykle zresztą- była cała masa: białe, szare, pstrokate i wszelkiej innej maści. Jednak oboje zauważyliśmy coś, co przyciągnęło nasz wzrok: był to przepiękny, duży łabędź.

Bartoszek aż ucichł na chwilę ze zdziwienia. Wielki, majestatyczny ptak zrobił na nim niemałe wrażenie, tym bardziej, że był na tyle oswojony, iż pozwolił nam podejść do siebie i karmić z ręki. Szkrabik siedział i patrzył na niego onieśmielony. W ręce trzymał kawałek chlebka, który niechybnie trafiłby do buziuni naszego synka ale…nie przy takim okazie. Bartosz tym razem- chyba w uznaniu dla pięknego łabędzia- postanowił się podzielić chlebkiem i zaczął go rzucać w stronę ulubieńca. Ten pożarł całe nasze zapasy dziobiąc mnie niecierpliwie i chyba jeszcze nie miał dosyć.

Skomentuj »

Buzia mleczarz

02.05.2008

Ostatnio znów wydarzyło się sporo rzeczy i wiele miłych spraw. W Polsce Naród cieszy się długim weekendem a my pracujemy pełną parą, myśląc nieustannie o zbliżającym się urlopie. Bartosz będzie miał okazje zaprezentować nowe umiejętności [np. sądzę, że wejdzie po schodach na 3 piętro i 'porozmawia' z Babciami].

Zanim jednak nasza noga postanie w Mieście Neptuna, pozostało nam 10 dni do delektowania się słońcem i coraz cieplejszą temperaturą. Nie musimy już nosić kurtek i obawiać się mroźnego deszczu. Możemy chodzić na spacery po kilka razy dziennie i cieszyć się rozkwitającą florą. Bartosz szczególnie przejawia zainteresowanie kwiatami.

Już raz pisałem o jego zamiłowaniu do zrywania tych małych, zielonych wspaniałości. Buziunia robi to przy każdej okazji. Dziś na przykład znów je zrywał z uporem małego maniaka. Ale zrobił coś niespodziewanego. Zamiast podać mi je do ręki, postanowił je zmagazynować na ‘gorsze czasy’. Kilka zmiętolonych mleczy trafiło do schowka w wózku.

Jednak najciekawszym wydarzeniem i zarazem dowodem niezwykłej sprawności dziecka było… A właśnie. Dzieci lubią mleko. Nasze dziecko również. Lubi też bawić sie butelkami z mlekiem, czy to papierowymi kartonami, czy plastykowymi butelkami. Pisałem już o jego zabawach z 3 litrowymi butelkami kilka miesięcy temu. Dziś zajął się 2 litrową. A nawet 2.13 litra.

Otóż Małe dziecko wniosło tą butelkę po schodach!!! NA samą górę. Obawiałem się przez chwilę, że ta butelka go przeważy do tyłu, ale on sobie dzielnie poradził z takim obrotem sprawy. Ciekawe, co by było, gdybym kupił butelkę 3 litrową?

Skomentuj »