Łabędź

Nie tak dawno temu Tatunio pisał o tym, jak Szkrabik karmi nas swoim jedzonkiem, trzeba jednak dodać, że Bartunio ostatnio nie tylko nie zaprzepaścił swoich altruistycznych zapędów, ale i rozwija je z czasem nawet na…ptactwo.

Zazwyczaj, kiedy wybieraliśmy się z synkiem nad rzekę ”karmić kaczki” wyglądało to tak, że ja karmiłam kaczki chlebkiem, a Buziunia nagle dostawała wilczego apetytu i wcinała chlebek szybciej od kaczek. Właściwie to były jedne z niewielu momentów kiedy Bartoszek zhańbił się jedzeniem samego chlebka. Kaczki były całkiem fajne, i chętnie by je wytarmosił, poskubał, pogonił, może nawet pogłaskał ale co do dzielenia sie chlebkiem to nie i już.

Wykorzystując słoneczną pogodę znów wybrałam się z Buziunią nad rzekę zaopatrzona w resztki suchego chleba. Kaczek-jak zwykle zresztą- była cała masa: białe, szare, pstrokate i wszelkiej innej maści. Jednak oboje zauważyliśmy coś, co przyciągnęło nasz wzrok: był to przepiękny, duży łabędź.

Bartoszek aż ucichł na chwilę ze zdziwienia. Wielki, majestatyczny ptak zrobił na nim niemałe wrażenie, tym bardziej, że był na tyle oswojony, iż pozwolił nam podejść do siebie i karmić z ręki. Szkrabik siedział i patrzył na niego onieśmielony. W ręce trzymał kawałek chlebka, który niechybnie trafiłby do buziuni naszego synka ale…nie przy takim okazie. Bartosz tym razem- chyba w uznaniu dla pięknego łabędzia- postanowił się podzielić chlebkiem i zaczął go rzucać w stronę ulubieńca. Ten pożarł całe nasze zapasy dziobiąc mnie niecierpliwie i chyba jeszcze nie miał dosyć.

Zostaw komentarz