Nasz synek z dnia na dzień coraz szybciej zmienia się z nieporadnego niemowlaka w mądre, sprytne i samodzielne dziecko. To całkiem normalne, ale dla nas niezwykłe, w końcu to NASZ, JEDYNY I NIEPOWTARZALNY Bartoszek.
Dzisiaj, jak co wtorek, znów byliśmy na lekcjach pływania. Buziunia ciągle jeszcze nie może przekonać się do leżenia na wodzie ale powoli, małymi kroczkami przyzwyczaja się do tego i krzyczy już mniej niż na początku.
Dzisiaj chyba nawet mu się podobało, bo było kilka momentów kiedy dobrowolnie spokojnie położył się na wodzie, zanurzył nawet uszka i obserwował światło odbijające się od wody na suficie. Były też oczywiście skoki do wody, które szkrabik uwielbia i muszę nieskromnie przyznać, ze w tym jest najlepszy z całej grupy:)skacze czasami nawet nie bacząc czy ja trzymam go za rączki.
Tym razem jednak zdarzyło się coś bardziej niezwykłego. Na zajęciach instruktorka jak zwykle dała każdemu dziecku po jednej gumowej kaczuszce. Ot tak, żeby ułatwić ćwiczenia i zachęcić dzieci do zabawy w wodzie. Oczywiście kaczki trzeba na końcu oddać..i tu jest kłopot. Bartunio zazwyczaj tak się przywiązywał do ‘’swoich”zabawek, że na końcu był zawsze problem jak tu ukradkiem odebrać mu ją, żeby nie krzyczał. Tym razem też byłam przygotowana na podobne podchody, tym bardziej, że Buziunia zarekwirował dodatkową bezpańska kaczuszkę
Zbliżał się moment zakończenia zajęć i obmyślałam już plan pozbawienia go gumowych maskotek. Wyjaśniłam Szkrabikowi na wszelkie możliwe sposoby, ze to już koniec zabawy, idziemy do domu i trzeba oddać zabawki. Z jedną zaczęłam wcześniej więc jakoś poszło, została odebrana i…tylko parę sekund krzyku. Już się szykowałam na główną walkę i wielki jazgot aż tu Bartoszek ku mojemu wielkiemu zdziwieniu sam wyszedł z basenu, podbiegł do półki pani instruktor i…DOBROWOLNIE odłożył swoją zabawkę i wrócił do mnie do basenu. Tego jeszcze nie było. Pozostaje trzymać kciuki, że nie był to jednorazowy wybryk.
