24.09.2008
Opuściliśmy się nieco w pisaniu a Bartoszek rośnie jak przystało na wysokie i silne dziecko. Czym prędzej podzielę się ostatnimi refleksjami oraz anegdotami.
W sobotę wybraliśmy się obaj z Mincią do IKEA. Był bardzo grzeczny siedząc w wózeczku i cierpliwie czekał na oswobodzenie go z wózka. W tym sklepie jest wiele miejsc zabawy dla dzieci, szczególnie przykładowe pokoje dziecięce z kuszącymi przejściami między pomieszczeniami – małymi tunelami. Bartosz wcale się mną nie przejął i od razu pośpieszył i dopadł do tego. Zabawy było co nie miara. A to włączanie kolorowej lampki, testowanie pościeli i łóżeczka, trzaskanie szufladami bajkowych mebli oraz oczywiście inne dzieci.
Po kilkunastu minutach poszliśmy na posiłek. I tutaj synek trafił z apetytem, bo zjadł całą swoją porcję (co mu się rzadko zdarza) i trochę mi wyjadał bezczelnie. Dawno tyle nie zjadł, co podczas tej wyprawy. A Bartuś otrzymał nowy, wygodny nocnik, który ‘ochrzcił’ jeszcze tego wieczoru’.
Następnie zrobiliśmy zakupy spożywcze w markecie obok. Zabawne słowa dotarły do moich uszu w dziale tekstylnym. Przeglądałem dziecięce ubranka a Buziunia siedziała sobie w wózeczku. Ale nie mógł on, widocznie usiedzieć spokojnie, bo postanowił ściągać ubrania z wieszaków. Dowiedziałem się tego od małego chłopca w wieku ok 4-6 lat, który oznajmił:
-Przepraszam, ale Twój młodszy brat zrzuca ubrania…
Miałem go wyprowadzić z błędu, ale pomyslałem, że to mimo wszystko miłe.
Czyli wyglądam jeszcze młodo.

