Kraina, której zima się nie ima.
Harce Bartoszka oraz nasze prosto z youtube.com
Kraina, której zima się nie ima.
Harce Bartoszka oraz nasze prosto z youtube.com
Nie była największa, nie była najbardziej rozłożysta. Nie była nawet żywa! Przeleżała rok w zapomnieniu, pokryta kurzem i poskręcana niczym wyciskany z wilgoci ręcznik.
Nasza choinka. Zgodnie z tradycją z domu Mamusi obieraliśmy ją w wigilię. Postanowiłem dodać jej uroku poprzez spryskanie srebrnym, błyszczącym sprajem. Zanim farba dokładnie wyschła, Mamusia była wyraźnie rozczarowana efektem i przyniosła swoje gałęzie na stroiki.
Wszyscy wystroiliśmy się odświętnie. Wigilię rozpoczęliśmy około 16:25 angielskiego czasu. Pomodliliśmy się z mamusią a Bartunio przyglądał się temu rozbawiony. Zaciekawiło go dzielenie się opłatkiem, który wyraźnie nie przypadł mu do kulinarnego gustu.
Na szczęście sam sobie poradził ze zjadaniem pysznej zupki i łazanek. Muszę przyznać [a właściwie chcę, bo nikt nie stoi na de mną i mnie nie zmusza:)], że bardzo smakowały mi śledzie, zupa grzybowa i łosoś z ryżem. Tak bardzo, że niemal odmówiłem degustowania łazanek.
Kiedy mieliśmy już dość jedzenie a Buzia za bardzo wynudziła na foteliku, przystąpiliśmy do rozparcelowywania prezentów. Bartusiowi spodobały się puzzle oraz karty z nauką liczenia po angielsku. My cieszyliśmy się swoimi prezentami od Mikołaja [telefon, zegarek, perfumy...] A synuś zajął się opakowaniem ostatniego swego podarunku – konika na biegunach.
Tak, zajął się opakowaniem. Chował się do środka i zamykał pudełko ze słowami: papa! Potem przystąpił do chwilowej zabawy konikiem, po czym znów zainteresował się owym pudełkiem. Przy okazji zajął się też pudelkiem po moim nowym zegarku. Jest drewniane i wydaje głośne klapnięcie.
Zabawna rzecz stała się potem. zegarek opasał malutką, ozdobną poduszeczkę. Bartunio po kilku godzinach zmęczył się zabawą i postanowił położyć się na ziemi. Upatrzył sobie tą malutką poduszeczkę i położył się na niej! Wyglądał jakby leżał na mysiej poduszeczce albo był olbrzymem.
WIĘCEJ NA FILMIE:
21.12.2008
Odkurzacz, sokowirówka, czyszczarka do podłóg oraz suszarka do rąk – najwięksi wrogowie Bartoszka. Przynajmniej do niedawna. Odkurzacz zdołał oswoić do tego stopnia, że włada nim już niemal tak sprawnie jak my. Wyciąga kabel oraz go zwija, operuje szczotkami i włącznikami. Nie boi się już tego świszczącego hałasu.
Sokowirówka jeszcze jawi mu się jako zabójczyni ziemniaków i marchewek. Dziś zrobiłem mu soczek marchewkowy a Buzia siedziała tuż koło tej maszyny. Jednak jak tylko zawirowało ostrze i trysnął pomarańczowy sok, Synek domagał się natychmiastowego zdjęcia go z szafki. Ale na szczęście nie miał ideologicznych oporów przed wypiciem tego, niezwykle zdrowego soku [tym bardziej, że udało się jeszcze do niego przemycić tran i syrop].
Czyszczarki do podłóg dawno nie widzieliśmy, więc trudno powiedzieć. Jednak niedawno byłem świadkiem rewolucyjnej zmiany w jego stosunku do suszarki do rąk. Otóż w przedszkolu, kiedy go odprowadzałem, postanowiliśmy jeszcze wpaść do ubikacji dla dzieci. Jest o tyle wygodna, że wszystko jest dostosowane do wzrostu przedszkolaków. Bartuś był w stanie zrobić siku bez wspinania się na palcach czy bez mojego podciągania go do góry.
Największym zaskoczeniem było to, że Minka z własnej inicjatywy umyła rączki a potem… UWAGA!
Bartoszek skorzystał z suszarki! Pewnie wsunął ręce pod jej dmuchającą paszczę i trzymał aż do pełnego wyschnięcia!

Bardzo byłem dumny z tego, że Bartunio oswaja swoje lęki i się rozwija.
ps. Ostatnio bardzo lubi nakładać sobie na szyje korale Mamusi.

Dziurkacz jaki jest, każdy widzi. Bartosz też widzi i nauczył się jak z niego korzystać. Zapewne przyglądał się Mamusi jak porządkowała i wczepiała nowe materiały z angielskiego do segregatora. Masz kochany synek chwycił ten dziwny, magiczny przedmiot w ręce i poskromił go w ciągu kilkunastu minut. Świetnie sobie radzi z dziurkowaniem, ale nie zawsze papier jest w środku aby grzecznie dać się dziurkować.
Bartuś starał się eksperymentować. Starał się podziurkować żelka do jedzenia oraz inne przedmioty. Próbował też zrobić dziurkę w moim policzku, ale udało mu się tylko ‘klapnąć’ dziurkaczem przy mojej skórze. Buzia jeszcze nie wie, że należy najpierw wsunąć papier [albo coś innego] do środka i następnie ‘klapnąć’.
Równolegle Bartosz nauczył się zmieniać płyty w odtwarzaczu cd. Potrafi wyjąć jedną z pudełka, następnie zatrzymać grająca płytę, wyjąć ją z urządzenia, włożyć nową i schować starą do pudełka. Przy okazji uszkodził na chwilę laser, ale postęp wymaga pewnych poświeceń.
Zainteresował się również stalowym kwiatkiem, który wykonałem dla mamusi. Lubił nim wymachiwać [nikomu ani niczemu nic się nie stało] oraz znaleźć sposób aby stał prosto przytwierdzony do czegoś. Po jego chorobie nie ma już prawie śladu i spokojnie czekamy na święta. Zostało 5 dni!

No, może nie do końca, ale ostatnimi dniami [początek grudnia 2008] Nasza niesamowita pociecha zaskakuje nas suchością. W ostatni piątek w przedszkolu byłem zszokowany widząc jego pakunek zapasowych ubrań w… nienaruszonym stanie!
Byłem dumny z mojego kochanego Bartunia jakby dostał swoją pierwszą w życiu ’szóstkę’. Panie przedszkolanki stwierdzili, że Buziunia za każdym razem informowała o potrzebie wyjścia do WC. Czyli trening oduczania go od pieluchy przebiega w zaskakująco szybkim tempie.Minka potrafi sobie podnieść klapę, podwinąć spodnie i zrobić ’sisi’ prosto do sedesu. Potem oczywiście myje rączki i zakłada ubranie. Kiedy robi kupę, nie potrzebuje specjalnie naszej pomocy, tylko podpiera się rączkami.

Ostatnio Dzieciunio często było w domu z powodu niedomagania gardłowego, ale przebieraliśmy w lekarz niczym dama w rękaqwiczkach i wybraliśmy odpowiedni dla Bartoszka lek. Przy okazji przerobiłem jedną kołderkę i poszewkę, aby ogrzewała naszego Syneczka w nocy. To powinno wystarczyć, aby się wykurował i rozwijał jeszcze lepiej i szybciej niż dotychczas.
Nadeszły jesienne dni, deszcze, zimno, szaruga. Bartoszek długo trzymał się dzielnie nie poddając się choróbskom ale niestety w końcu i jego coś złapało. Trzeba było opuścić kilka razy przedszkole, odwiedzić lekarza i spędzać większość czasu w domu ale i tu była przednia zabawa.
Jak zwykle synuś pomagał nam w domowych obowiązkach, sprzątaniu, zmywaniu a najczęściej w prasowaniu. Doszedł już w tym niemal do profesjonalizmu. Uwieczniliśmy to oczywiście na filmiku.
Ostatnio w przedszkolu Bartoszek cieszy wielką sympatią żeńskiej części przedszkolaków. Za każdym razem kiedy Tatunio przychodzi odebrać synka, otacza go wianuszek dziewczynek, i wygląda na to, że świetnie się z nimi bawi.
Buziunia już jakiś czas temu wyszedł z pieluszek, jednak odczasu do czasu zdarzały się małe wpadki, takie tycie. Od ponad tygodnia Bartuniowi za każdym razem udało się zdążyć na czas i wyjść sucho z każdej opresji, nawet w przedszkolu.