Dzięki Bogu Bartusio nam wyzdrowiał i wrócił do przedszkola po dłuższej przerwie. Poszedł wcześniej spać dzień wcześniej i w piątek rano był gotowy do psocenia. Pogoda nie była przyjazna. Mróz oraz mgła sprawiła, że zdecydowałem się zamówić taksówkę. Mgła zdawała się zamarzać i opadać nam na twarze.
Początkowo Bartosz ucieszył się na widok otwieranych drzwi taksówki, jednak kiedy usłyszał ‘PAge Hill Nursery’, rzucił się w desperacką ucieczkę. Jednak go dopadłem i wsadziłem do auta. Po chwili dał się przekonać, że będzie fajnie znów bawić się z dziećmi i paniami. Szczególnie, że wyrywał się do zabawy w innym przedszkolu, 2 dni wcześniej kiedy przechodziliśmy nieopodal.
Stęsknione i zaniepokojone przedszkolanki zainteresowały się, co było przyczyną tej absencji. Wyjaśniłem, że była to złośliwa choroba, która na dobre go już opuściła. Buzia z początku chciała uciekać, ale anu razu nie zapłakał. Odmawiał zdjęcia kurtki i czapki, ale kiedy ulubiona przedszkolanka wzięła go na ręce, uspokoił się. Pomachał mi na pożegnanie z ‘papa’ wypowiedzianym bez uczucia żalu.
Gdy wróciłem po niego i zacząłem poprawiać mu spodnie i nakładać czapkę, otoczył nas wianuszek dziewczynek. Właściwie dwie, lecz najwierniejsze fanki Bartunia. Urocze blondyneczki z rezolutnym, zawadiackim uśmiechem. Pasują do siebie?
Największym wydarzeniem było jednak odkrycie tego co dzieci pozostawiły dla Minki przed Świętami. poza papierową koroną były to kartki dla Bartoszka oraz kalendarzyk z jego buzią! Śliczne kartki w kształcie skarpet potwierdzały to, co wcześniej przypuszczaliśmy: dziewczynki kochają Bartosza!




