Archiwum dla kwiecień, 2009

ZOO

Tydzień temu, korzystając z urlopu postanowiłam zabrać Szkrabusia do Zoo. Wyprawa była planowana skrupulatnie od kilkunastu dni, pozostawało tylko uchwycić słoneczny dzień i w drogę.

A w drodze z Bartoszkiem nie można się nudzić. Wsiedliśmy do pociągu, który -o dziwo- był przepełniony po brzegi i chyba cudem znaleźliśmy dwa miejsca siedzące. Właściwie według mnie wystarczyłoby nam jedno ale synuś był innego zdania. Ani prośby ani groźby nie skutkowały, on chciał mieć własne miejsce a nie siedzieć na kolanach jak byle maluch. Po kilkunastu minutach przekonywania poddałam się.

Bartosz upewniwszy się, że nie mam zamiaru podstępnie pozbawić go własnego miejsca siedzącego założył nogę na nogę, podparł głowę na piąstce i obserwował ludzi, raz po raz zaczepiając kogoś wzrokiem lub uśmiechem.

Drga do Zoo była trochę dłuższa niż się wydawało patrząc na mapę. Buziunia część drogi pokonała dzielnie tuptając a część u mamy na barana. Pierwszymi zwierzątkami na trasie zwiedzania były żyrafy hieny i okapi.

dscf30541

Ku mojej radości wzbudziły one zainteresowanie Bartusia, ale… to by było tyle na początek. Zebry, wielbłądy, lwy czy tygrysy nie zrobiły na szkrabie najmniejszego wrażenia, a kolorowe akwaria z różnymi rodzajami ryb i innych morskich stworzeń wyraźnie nie przypadly mu do gustu, bo popędzał mnie na każdym kroku.

Potem jeszcze synek chwilą uwagi zaszczycił pingwiny.

dscf3074

Jednak najbardziej ze wszystkiego podobał mu się…plac zabaw w Zoo. No i  może jeszcze Animal Adventure, zrobione z myśla o takich szkrabach jak Bartuś.

Można tam było skakać, wspinać się, turlać a nawet pogłaskać różne zwierzaki. Jednak nasz mały indywidualista postanowił nie bratać się z żywymi stworzeniami, tylko dokładnie sprawdzić ich domki, karmniki i wszelkie zakamarki ich wybiegów. No cóż, różne są gusta.

dscf3098

Po przerwie na obiadek ruszyliśmy dalej odwiedzać zwierzaki.

Widzieliśmy jeżozwierza:

dscf3097

dscf3086

Buziunia zainteresowała się żywo różnymi ptakami, jednego próbował nawet złapać:/na szczęście ptak był szybszy.

dscf3106

Potem jeszcze pomachaliśmy do goryla, popiszczeliśmy przy surykatkach (jako żywo przypominały Timona z ulubionej kreskówki Bratusia)

dscf3102

dscf3066

i w końcu poszlismy na lody.

Skomentuj »

Bartuś narwany

  • Napiszę krótko w telegraficznym skrócie.
  • Dziś rano strasznie padało. Padało przez cały dzień, ale rano szczególnie. Jednak ja z synkiem nie boimy się byle burzy i niestrudzenie pokonaliśmy opady i kupiliśmy pyszne bułki dla mamusi. Przy okazji Bartuś okazał się nadgorliwy w sprzątaniu stolików i wywalił do śmietnika ulotkę. Na szczęście poza mną nikt tego nie zauważył i mieliśmy szanse uciekać bez czerwienia się na twarzy. Raczej ja, bo Dzieciunio przecież byłby przekonany, że usłużnie pomagał w sprzątaniu.


  • “Waitrose”- okazało się miejscem kolejnych przygód. Jest tam taki zwyczaj, że do paragonu dołączane są żetony, które się wrzuca do urn i głosuje na jakiś szczytny cel. Każdego miesiąca do wyboru są 3 cele dofinansowania.
  • Zwykle przy każdych zakupach dostaje się jeden żeton, czasami dwa. Bartunio chyba bardzo się przejął dobroczynnością i dorwał się to jakichś 10 żetonów. Mimo tego, że pani ekspedientka sama mu dała jeden żetonik. Było mi głupio, ale przecież nikt się nie będzie gniewał na takie śliczne, mądre, grzeczne i kochane dziecko.

Skomentuj »

Nagły atak sikacza

Dziś Bartuś wykazał się swoimi umiejętnościami budowania nastroju. A właściwie nie musiał niczego budować tylko do razu “wylał kawę na ławę”. Ale to określenie nie pasuje dokładnie na opisanie tego co wylał co kubka.

Bartuś już od kilku miesięcy nauczył się robić siku w ubikacji. Zarówno w domu, jak i w przedszkolu po prostu wchodzi do ubikacji, robi swoje i wychodzi. Dzieciunio przestało już moczyć spodnie i bezbłędnie trafia do muszli. Bardzo dobrze mu też wychodzi mycie i suszenie rąk.

Ale pewnego dnia stało się coś szokującego. Coś co nas po prostu zamurowało. Nasz synek biegał sobie po mieszkaniu, keidy w pewnej chwili złapał za kubek i… zaczał do niego sikać! Najgorsze było to, że nie był zbyt celny w tym działaniu. Potem należało po nim sprzątać i dokładnie myć kubek. Bardzo dokładnie. Jak widać, dorastanie ma swoje niespodziewane uroki

Skomentuj »

Sędzia i prześmiewca

Bartoszek potrafi postawić na swoim i pokazać, że on też się liczy. Nie tylko się liczy ale nawet rządzi! nieważne, że jeszcze nie potrafi liczyć, ale my się z jego zdaniem liczymy. Jeżeli nie to źle się to może skończyć. Tak się stało ze mną ostatnio.

Byliśmy na długim spacerku aby Mamusia sobie odpoczęła w domku. Chodziliśmy tu i tam. I “na kaczkach” i na dwóch placach zabaw oraz w sklepie. Najciekawsza okazała się wizyta na najbliższym placu zabaw, koło skateparku. Tam to Bartosz pokazał mi, że nie wolno przechodzić przez płotek, tylko należy grzecznie iść dróżką.

hustawka

A to było tak. “Ścigaliśmy” się do furtki, ale ja postanowiłem zrobić po swojemu (jak zwykle) i przeskoczyć niewielki płotek. Kiedy Bartuś do mnie dobiegł, wyraził głośno swoją dezaprobatę. Zrobił mi “awanturę”, pogroził palcem i za rękę wyprowadził poza obręb placu zabaw. Skruszony pytałem się, czy mogę wejść, ale Synek był nieubłagany.

Dopiero po 10 minutach potrzebował mnie do ulokowania go w huśtawce, więc łaskawie zezwolił na moje wejście. Bartoszek sam pozbawił się zabawy aby wymierzyć mi karę.

pupcia

A dzień wcześniej wyśmiewał się ze mnie. Po bieganiu mój duży palec był bolący i wrażliwy na wszelki dotyk. Kiedy tylko jakiś klocek na niego spadł, krzyczałem i trzymałem się za niego. Może i wyglądało to komicznie, ale mnie naprawdę bolało (to nie jest żadna hipochondria).

Bartunio speclajnie kopał w ścianę i powtarzał: AŁLŁL, Auuuuł! Potem trzymał się za palec i domagał się plastra. Robił to ze śmiertelnie powazną miną w Mama się śmiała do rozpuku z mojego poniżenia. Ważne, że synek nauczył się nowej rzeczy.

Skomentuj »

(starsi) Panowie dwaj

Ostatnio znów poszliśmy do dużego Tesco, tak aby przygotować sporo dobrego jedzenia na przyjazd mamy. Dzień był wyjątkowo słoneczny i zachęcał do długiego przebywania na powietrzu. Bartuś miał nieco za dużo ubrań i trzeba go było nieco z nich ogołocić. Ale zabawa była przednia. Tak przednia, że tuż po przyjściu Bartunio zasnął jak… słodki bobasek. A przecież jest słodki i wciąż jest małym dzieciuniem.

Ale przejdę już do meritum. Kiedy mijaliśmy światła przed Tesco, Buzia trzymała moją dłoń (kiedy nie ma ochoty abym ja albo Mama go trzymała za rękę, to on pokazuje, że jest górą i chwyta nas za dłonie) ale nie idzie się zbyt wygodnie trzymając oburącz czyjąś dłoń. Dlatego Bartoszek wciąż się wiercił i zmieniał strony. Koło nas przechodził właśnie starszy Pan, kiedy to nagle….




WTEM!

Bartosz był po mojej prawej stronie, trzymając moją prawą dłoń lego swoją lewą rączką. Ale przy okazji złapał starszego Pana za rekę! Mimo wielu moich próśb ani nie myślał aby puścić, tylko chwytał Pana dłoń jeszcze mocniej. Widać potrzebował równowagi mój kochany synek. Chciał aby szło dwóch Panów (w tym jeden starszy) i on w środku. Czyżby wołał mieć obstawę?

Starszy Pan się nei pogniewał i pogadał sobie z naszym syneczkiem. Pytał się o nas i Bartoszka. Potem Bartosz wreszcie puścił Pana koło przystanku, koło sklepu. Bartuś ładnie pomachał i poszliśmy na zakupy.

Skomentuj »

Pocieszyciel

Bartuś przechodzi samego siebie. Do tej pory był bardzo do nas przywiązany i niespecjalnie zwracał uwagę na inne dzieci. Ostatnio sam inicjuje zabawę i wspólne psoty. Podbiega do dzieci, kiedy jesteśmy “na kaczkach” albo w sklepie.

Kilka dni temu zrobił coś niesamowitego. Małą dziewczynka ( z wyglądu jakieś 18 miesięcy) oddaliła się nieco od mamy i próbując szaleć, przewróciła się. Sokoli wzrok Bartunia odnotował ten i lustrują ją uważnie, zbliżył się powoli. Całym sobą nastawił się zapoznanie z małą damą. Zachęciłem synka do pogłaskania dziewczynki na pocieszenie, co buzia chętnie uczyniła.

Bartoszek bardzo delikatnie i czule przejechał rączką po włosach dziewczynki. Zrobił to kilkakrotnie i chyba nawet chciał jej pomóc wstać. Potem mama dziewczynki ją zabrała a synek radośnie ją pożegnał i pomachał jej na odchodne.

Innym razem na placu zabaw jakiś chłopczyk się uderzył w głowę, więc synek czuł się w obowiązku by podejść i sprawdzić osobiście, czy wszystko dobrze. Mimo mojej zachęty, synek nie chciał go pogłaskać, tylko go świdrował oczami i stał w pewnej odległości. Widocznie głaszcze tylko dziewczynki. I bardzo dobrze!


Skomentuj »

Mały pomocnik

Nie pisałem praz jakiś czas, dlatego należy nadrobić zaległości. Zaczynam historią sprzed 2 tygodni.

Udaliśmy się z Bartusiem do Tesco, aby kupić sporo dobrego jedzonka na przyjęcie gości (chrzestnej dzieciunia z mężem). Ale okazało się, że kupiliśmy za dużo, bym mógł to przenieść i pilnować jednocześnie nasz mały skarb. Postanowiłem coś na to poradzić.

Aby Bartuś się nie nudził i nie miał okazji uciekać, dałem mu do niesienia jedną z reklamówek. Waga tej siatki nie przekraczała 2 kilo, ale to i tak pond 10% tego, ile waży nasz skarb. Ku mojemu zdziwieniu, Bartuś poradził sobie znakomicie. Grzecznie niósł swoją siatkę do samego domu i nie grymasił specjalnie.

Jestem dumny z mojego kochanego skrzata, ponieważ coraz cześciej zachowuje się on jak osoba dorosła. A to przecież jest małe i bardzo żywe dziecko. Tym bardziej cieszy, kiedy udaje mi się nakłonić go do współpracy

Skomentuj »