Zabawy z Bartuniem stanowią bardzo przyjemny element wspólnych wypraw oraz siedzenia z pupciuniem w domu. Wolę zabawy na powietrzy, bo jest wiecej miejsca, bezpeczniej i sprzety domowe nie są narażone na zniszneczenie. Ostatnio jest ciepło, więc często chodzimy na huśtawki.
Tym razem stało się coś niespodziewanego. Rozhuśtałem Bartunia na odpowiednią wysokość, po czym sam sobie na chwile siadłem a drugiej z huśtawek. A wtedy rezolutny synek zatrzymał bieg swojej i podszedł do mnie. Zobaczył, że nieco się kołysałem do przodu i tyłu. Synuś podszedł do mnie z przodu i złapał za nogę.

Otóż moja kochana pupcia zaczęła mnie pchać do tyłu i ciągnąć do przodu na huśtawce! Niesamowite zważywszy na to, że Dzieciunio warzy jakąś szóstą część mojej wagi póki co i jest prawie 2 razy mniejszy. Jednak walczył jak młody lew i tygrys i udało mu się mnie kilka razy pobujać. Ja miałem ubaw po pachy.
