07-10.01.2011
Wybraliśmy się z Bartoszkiem i Mamusią do Lublina aby towarzyszyć wujkowi. Wujek miał bardzo ważną uroczystość w Zakonie – Śluby Wieczyste.
W stronę Lublina nie było specjalnych wygód, bo to był to bus. Co prawda tanio, ale co to za jazda. Cały dzień padał lekki deszcz. Na szczęście było dosyć ciepło, 6 stopni.
Dotarliśmy koło 16. Wujek był jeszcze w trasie, więc poszliśmy się poczęstować pysznym posiłkiem w Zakonie na Poczekajce. Bartuś zjadł duży talerz pomidorowej i trochę naleśnika. Szkoda, że mu specjalnie nie smakował, ja zjadłem chyba 5:)
Potem zrobiliśmy sobie mały spacer do sklepu. Opłaciło się! Znaleźliśmy 2 odcinku ‘Było sobie Życie’ oraz ‘linię Spidermana’ o smaku jabłkowym.
Wujek dotarł do Zakonu a my kilka minut potem. Zjedliśmy kolację i poszliśmy do pokoju/celi wujka. Obejrzeliśmy kilka bajek, Bartuś był dosyć śpiący ale jeszcze pobawił się z zakonnikami. Przez te dni był prawdziwą maskotką klasztoru. Nawet nieco za głośną czasami.
W sobotę wybraliśmy się na miasto. Zwiedziliśmy starówkę oraz zamek. Bartuś nie odnalazł księżniczki, ale i tak było fajnie.
Dotarła do nas Mama.
W niedzielę Bartuś bardzo dzielnie wytrzymał trudy dwugodzinnej mszy Św. już dzień wcześniej znalazł sobie towarzystwo i biegał sobie Z Wojtkiem i jego siostrą Hanią.
Tego dnia też bawił się i opowiadał wiele ciekawych historii braciom w Zakonie.
W poniedziałek wybraliśmy się na pociąg. Na szczęście Wujek Paweł dobiegł do nas z płytą ‘Życie’. Inaczej byłoby smutno Bartuniowi.
Oto kilka zdjeć:
Jeden z prezentów dla Wujka. Stuła z Afryki.
Oraz prezent dla Mamusi. Buzia z owoców i gumowego serduszka…
